środa, 11 czerwca 2014

Współlokator cześć III - miniaturka XII

  "Żad­na prze­paść nie jest głębsza od prze­paści w to­bie, a żaden most nie jest potężniej­szy od mos­tu, po którym prze­mie­rzasz drogę od brze­gu marzeń do brze­gu rzeczywistości. "

 Ginny czuła się tak jakby była nad jakąś przepaścią. Udawała radosną i wesołą, a tylko Hermiona domyślała się jak bardzo jej przyjaciółka się martwi. Panna Weasley musiała poczekać za wynikami okragły tydzień. Słabo spała i jadła. Oznaki przemęczenia próbowała zatuszować makijażem. Gdy siedziała w swoim dormitorium i się uczyła to do pokoju zapukał Blaise. Miał w ręku bukiet róż i widać, że był bardzo zdenerwowany. 
- Ginny, mogę wejść? - zapytał niepewnie Zabini. 
- Tak, wchodź. - odparła cicho dziewczyna. 
- Chciałbym z tobą porozmawiać... 
- O czym? 
- O nas. - wyjaśnił Blaise. 
- Nie ma już żadnych nas. - oznajmiła zdecydowanie Ginny. 
  Dziewczyna niczego nie spodziewała się po tej rozmowie. Nie sądziła, że chłopak się zmienił. Do poważnego, dojrzałego związku należy dojrzeć, a Blaise wciąż zachowywał się jak mały chłopczyk. 
- Kocham cię, Ginny. - wypalił Blaise. - Długo zastanawiałem się jak mam ci to wyznać. Bardzo się za tobą stęskniłem i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. 
  Panna Weasley milczała. Miała łzy w oczach. Ostatnie dni były dla niej bardzo trudne. Nie wiedziała na co dokładnie choruje. Modliła się aby to nie był nowotwór. Spojrzała uważnie na swojego ukochanego. Przecież wciąż go kochała. Jednak nie mogła mu na razie niczego obiecać. Jej przyszłość była wciąż niepewna. 
- Muszę to sobie wszystko dobrze przemyśleć, Blaise. - odparła dziewczyna. - Nie ukrywam, że bardzo mnie zaskoczyłeś. 
  Zrezygnowany i zdezorientowany Blaise zostawił na łóżku bukiet kwiatów i opuścił dormitorium. Miał  zupełny mętlik w głowie. Wyobrażał sobie, że Ginny wyzna mu miłość, rzuci mu się na szyję i będą żyć długo i szczęśliwie.  Niestety tak się nie stało. Od jakiegoś czasu zauważył przemęczenie na jej twarzy ale nie sądził, że może to być coś poważniejszego. Zawsze uważał, że mężczyźni nie powinni płakać ale tym razem i on nie mógł się powstrzymać. Poczuł się odrzucony i niekochany przez najważniejszą osobę w jego życiu. Delikatnie wierzchem kciuka wytarł oczy aby nikt nie zauważył, że się wzruszył. Niestety w Hogwarcie nie ma bardziej spostrzegawczej osoby od Hermiony Granger. 
- Blaise, co się dzieje? - zapytała zmartwiona Hermiona. 
- Nic mi nie jest. - warknął Zabini próbując się jej pozbyć. 
  Było mu wstyd jak jeszcze nigdy w życiu. Granger od razu odgadła jego myśli i go objęła. 
- Żaden wstyd jest sobie popłakać. - szepnęła Hermiona. - To nic złego. 
- Nie chcę mi się o tym gadać. - westchnął Zabini. 
- Chodzi o Ginny? 
- Ona już mnie nie kocha. 
- Bzdury jakieś wygadujesz. - prychnęła szatynka. - Nie można przestać kogoś kochać od tak. 
- Dziwnie się zachowuje. Wygląda na bardzo przemęczoną. Granger, pomóż mi. 
  Hermiona spojrzała w smutne oczy Blaise'a lecz wiedziała, że nawet jakby chciała to nie może mu pomóc. Była wierna swojej przyjaciółce i nie chciała działać za jej plecami. 
- Nie mogę. - odparła szatynka. 
  Hermiona wróciła do swojego dormitorium aby odetchnąć. Draco siedział na swoim łóżku i czytał ksiażkę. Co chwila spoglądał na gryfonkę, która zdenerwowana weszła do apartamentu. Była zmęczona, bolała ją głowa, a co najważniejsze miała złe przeczucia. Już jutro miało się okazać co tak naprawdę dolega jej przyjaciółce. 
- Ktoś wkurzył naszą gryfoneczkę... - zakpił blondyn. 
- Zamilcz. - warknęła szatynka. 
- Jak zawsze milutka. - westchnął Draco. 
- A ty jak zwykle uroczy. - odpyskowała mu Granger. 
  Nie miała ochoty na żadne kłótnie ani nieporozumienia. Marzyła o wygodnym łóżku i gorącej herbacie. Otworzyła ksiażkę z zaklęciami aby się trochę pouczyć. Ze środka lektury wypadła jej niewielka karteczka. 
- Co to? - zapytała samą siebie szatynka i zaczęła czytać. 

  Nie sądziłem, że kiedykolwiek zdobędę się na to aby ci to wyznać. Jesteś mi bardzo bliska. Wiem, że to głupie tak podrzucić ci liścik do książki gdy nie widzisz ale póki co tylko na to potrafię się zdobyć. Niedługo się ujawnię. Mam nadzieję, że do tego czasu nie zakochasz się z nikim innym. 
EDM

- Hm, dziwne... odparła pod nosem. 
- Co, Granger? Masz tajemniczego wielbiciela? Który taki zakochany? 
- Nie interesuj się, Malfoy. 
  I tak zakończyła się ich jakże interesująca i "inteligentna" rozmowa. Hermiona przyzwyczaiła się do spędzania czasu w towarzystwie Draco Malfoy'a. Choć często się sprzeczali, i nie mogli na siebie patrzeć to z perspektywy czasu coraz bardziej się lubili. 
  Następnego dnia Hermiona towarzyszyła swojej przyjaciółce w wizycie u lekarza. Bardzo się bały. Nie wiedziały ich poczynienia bacznie obserwowało dwoje młodzieńców. 
- Blaise, co my tu robimy? - zapytał Draco. 
- Śledzimy Ginny i Hermionę. - wyjaśnił Zabini. 
- Co one robią w szpitalu? - zapytał przestraszony Malfoy. 
- Wydaję mi się, że to Ginny na coś choruje. Muszę jej pomóc. 
- Ostatnio bardzo się zmieniłeś. - stwierdził blondyn. 
- Bo miłość zmienia, stary. 
  Gdy Ginny weszła do gabinetu lekarza to Hermiona wyczuła, że ktoś je śledzi. Była niemal pewna, że to Zabini i Malfoy. 
- Zabini, Malfoy, wychodźcie! - zawołała szatynka. 
  Zaskoczeni młodzieńcy wyszli ze swojej kryjówki i z minami zbitych psów uważnie spojrzeli na Hermionę. 
- I po co to wszystko? - zawołała Granger. 
- Granger, ruda na coś choruje prawda? - zapytał podłamany Zabini. - Chcę jej jakoś pomóc. Coś zrobić... 
  Tłumaczenia Zabiniego wystarczyły. Hermiona mu uwierzyła choć obecność Draco bardzo jej przeszkadzała. Ku jej zaskoczeniu blondyn delikatnie ją objął aby dodać jej odwagi.
- Będzie dobrze. - szepnął Malfoy. 
  Po pół godzinie Ginny wyszła z gabinetu lekarza w o wiele lepszym nastroju Uśmiechała się. Gdy zobaczyła Blaise'a i Malfoy'a zaniemówiła. 
- Co wy wszyscy tu robicie? - zapytała zaskoczona ruda. 
- Martwimy się. - wyjaśnił Blaise. - Co powiedział lekarz? 
- Nie jestem chora na białaczkę, nie jestem w ciąży, cieprię na niedoczynność tarczycy ale z tym da się żyć. - odparła Ginny. - Poza tym muszę o siebie bardzo dbać. 
- Dobrze, że to nie nowotwór. - odetchnęła Hermiona i przytuliła przyjaciółkę. 
  Szatynka zauważyła jak Ginny i Blaise mierzą się wzrokiem. Wzięła za rękę Draco i wyszła wraz z nim na zewnątrz. Chciała aby jej przyjaciółka była w końcu szczęśliwa. Przecież na to zasługiwała. 
- Strasznie się o ciebie bałem. - wyznał Blaise. 
- Niepotrzebnie, przecież już nic nas nie łączy. 
- Daj nam drugą szansę, Gin. Wiem, zachowywałem się jak palant ale proszę cię nie przekreślaj tego co nas połączyło. Przecież mnie nadal kochasz. - przekonywał Zabini. 
  Panna Weasley na to wyznanie czekała prawie rok. Blaise zachowywał się jak chorągiewka na wietrze. Raz całował się z nią, a raz z inną Teraz miało to się wszystko zmienić. 
- Jak to spieprzysz to nie żyjesz, zrozumiano? - warknęła Ginny i mocno przytuliła się do Blaise'a. 


***
   Tymczasem Draco i Hermiona czekali w milczeniu na swoich przyjaciół. Nie wyglądali na zbytnio szczęśliwych. Szatynka wciąż zastanawiała się nad tym kto włożył jej do środka książki tajemniczy liścik. 
- Nad czym tak dumasz? - zapytał blondyn. 
- I tak nie zrozumiesz. - odpyskowała Hermiona. - To dla ciebie za trudne. 
- Próbowałem zawrzeć z tobą jakąś nić porozumienia ale teraz wiem, że z tobą to niemożliwe. Jesteś kompletną wariatką, Granger. 
  Stali w milczeniu. Każde z nich było tak samo uparte i nie miało zamiaru odpuścić. Nie odzywali się przez całą drogę powrotną do Hogwartu. Nikt nie wiedział co tak naprawdę ich poróżniło. Przecież jeszcze niedawno normalnie (jak na nich) prowadzili dyskusje. Odzywali się do siebie z grzeczności ale nigdy nie zdecydowali się aby szczerze porozmawiać o tym co ich łączy. Bo przecież nic ich nie łączy, prawda? Tak przynajmniej próbowali sobie w głowie to wyjaśnić. 

2 lata później

  Draco wciąż zastanawiał się co by było gdyby przyznał, że to on porzucił tajemniczy liścik do książki Granger i, że to on darzy ją uczuciem. Był wtedy zbyt dumny i uparty aby to przyznać. No i bał się odrzucenia. Niedawno otrzymał zaproszenie na ślub Hermiony Granger i Harry'ego Pottera. Nie zamierzał tam iść ale Blaise i Ginny wciąż go do tego przekonywali. Nie mógł przecież odmówić ciężarnej. Traktował Ginny jak swoją siostrę. Cieszył się, że przynajmniej im się ułożyło. W końcu zdecydował się pójść na ten ślub z Blaisem ponieważ jego żona była pierwszą druhną panny młodej i musiała wszystkiego dopilnować. Wesele miało się odbyć w rezydencji Harry'ego Pottera w Dolinie Godryka. Był ciekawy jak to wszystko będzie się odbywało. 
- Myślałem, że to ty się z nią ożenisz. - westchnął Blaise. 
- Dlaczego? Zawsze uważałem, że to wariatka. - odparł Draco. 
- No ale liścik z wyznaniem miłości to ty jej podrzuciłeś. Może nie wiesz, ale Hermiona przez bardzo długi czas zwlekała ze ślubem. Myślała, że ten ktoś w końcu się ujawni. - wyjaśnił Zabini. 
- Skąd wiedziałeś, że to ja? 
- Stary, ja cię znam. No, a tak na serio to Gin mi pokazała ten liścik. Od razu rozpoznałem twój charakter pisma.
- To mówisz, że czekała na mnie? 
  Nie czekając na odpowiedź przyjaciela Draco postanowił poszukać sypialni, w której szykowała się się panna Granger. Gdy zobaczył Ginny wychodzącą z jednego z pokojów od razu domyślił się gdzie ma się udać. Wiedział, że Hermiona z własnej woli wcale nie będzie chciała z nim nigdzie iść. Jedynym sposobem aby nie dopuścić do tego ślubu jest porwanie panny młodej. Zapukał do drzwi i od razu wszedł do sypialni. 
- Mówiłam, że nikt ma mi nie przeszkadzać! Nie jestem jeszcze gotowa. - zawołała zdenerwowana Granger.- Malfoy? 
- Witaj Granger. - odparł Malfoy. 
- Czego chcesz? - zapytała zdezorientowana Hermiona. 
- Jesteś szczęśliwa? 
- Słucham? 
- No pytam czy Potter cię uszczęśliwia. To ważne. W końcu macie zamiar spędzić ze sobą resztę życia. 
  Zdezorientowanie Hermiony było coraz większe. Co go to obchodzi? Na dwa lata zniknął z jej życia, a teraz wraca i pyta jej się o tak prywatne sprawy. 
- A co cię to obchodzi, Malfoy? - warknęła szatynka. - Wyjdź stąd i nie wracaj. 
- Ze mną mogłabyś być szczęśliwa. 
  W tym momencie Hermiona zamarła. Nie wiedziała o co mu chodzi. Przecież zawsze był do niej wrogo nastawiony i podły. Dlaczego teraz miało to się wszystko zmienić? 
- Pamiętasz jak ktoś zupełnie nieznany wsunął ci mały liścik do książki? To byłem ja. Miałem ci to powiedzieć już dawno ale nasze trudne charaktery wcale nam tego nie ułatwiały. Ciągłe kłótnie i nieporozumienia doprowadziły do tego, że chcesz wziąć ślub z kimś kogo nie kochasz. 
- Malfoy, ja...
- Do rzeczy. Wiem, że każesz mi stąd wyjść ponieważ nie chcesz przyznać przede mną, a zwłaszcza przed samą sobą, że mnie kochasz dlatego muszą wziąć sprawy w swoje ręce. 
  Draco wyciągnął z kieszeni różdżkę i wyczarował odpowiedniej wielkości worek. Następnie wepchnął pannę Granger do worka. Dziewczyna była bardzo uparta. Krzyczała, przeklinała, gryzła, kopała, aż w końcu straciła resztki sił. Malfoy zdecydował się na teleportację siebie i pannę Granger do jego własnego apartamentu. Hermiona wydostała się z śmerdzącego i dość okazałego worka. Gdy spojrzała na siebie w lustrze wiedziała, że o żadnym ślubie nie może być mowy. 
- Zadowolony? - zapytała poirtytowana panna Granger. - Jesteś okropny, Malfoy. I ty niby mnie kochasz? 
- Kocham cię. - wyznał Draco i spojrzał jej głęboko w oczy. - Uratowałem cię przed popełnieniem największego błędu w swoim życiu. 
  Zmęczona Hermiona postanowiła ściągnąć ciężką slubną sukienkę i odczepić welon od włosów co nie było wcale takie łatwo. Gdy już się z tym uporała to była ubrana tylko w białą prześwitującą halkę. Zmazała makijaż i rozpuściła włosy które były mocno związane w kok. 
- Od razu wyglądasz o wiele lepiej. - skwitował Draco. 
- I tak między nami do niczego nie dojdzie, rozumiesz? 
- Dobrze, kotku. Jak sobie życzysz. 
  Mężczyzna się do niej przybliżył i delikatnie pogłaskał ją po włosach. Była zbyt zmęczona aby się opierać. Przytulił ją do siebie i położył na łóżku w swojej sypialni. Dziewczyna wcale się nie domyślała, że już nigdy nie opuści tej sypialni. Będzie w niej spędzała każdą noc ze swoim ukochanym. Draco już o to dobrze zadba...


***
   Draco długo musiał walczyć o to aby jego ukochana w końcu uwierzyła w jego uczucia i sama przyznała co naprawdę do niego czuje. Trwało to dość długo. Hermiona przez parę dni przeżywała zerwanie długoletniej przyjaźni ze swoim przyjacielem Harry'm Potterem. Z biegiem czasu spędzanie czasu z Draco stało się dla niej wielką przyjemnością. Zrozumiała, że nie zawsze pójście za głosem rozsądku jest najodpowiedniejsze. Teraz to wiedziała. Draco nie żałował, że zaryzykował. Lepiej późno niż wcale. Połączyło ich prawdziwe uczucie, które nikt tak naprawdę nie potrafi zdefiniować i zrozumieć. Ono po prostu jest. Prawdziwa miłość pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie...

KONIEC

♥♥♥
Moi drodzy!
No i koniec ostatniej części miniaturki. Jak wrażenie? Powiem szczerze, że najciężej mi się pisało to ostatnią część. Gorąco, upał, w ogóle nie można się na niczym skupić. Ale dałam radę. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Teraz chciałabym trochę prywatnie. Dokładnie 3.06 rozpoczęłam swoją przygodę z blogowaniem i Dramione. Dziękuję wam za komentarze, wyświetlenia 99 tysięcy, mało nam brakuje do stu tysięcy. Za to wam, też dziękuję. Zazwyczaj moje komentarze są krókie i zwięzłe. Pisanie to moja pasja. Dedykuję tą część wszystkim którzy piszą i publikują swoje opowiadania, oraz tym którzy opiszą w zaciszu własnego domu. 
Chciałabym wam także zaprosić na mojego własnego autorskiego bloga. To nie Dramione ani nic ale może was zainteresuje, chciałabym poznać wasze zdanie i co w ogóle myślicie na temat tego opowiadanie. Choć to dopiero początek 

http://the-streetangel.blogspot.com/
wszelkie pytania: http://ask.fm/MiaVlad

No i to by było na tyle :D 
Zapraszam do czytania i komentowania. 

Mia